Grupa naTemat

Pani Basia umiera 9 km ode mnie a ja nie potrafię nic zrobić….

Pani Basia 2012
Pani Basia 2012 e.żarska
Poznałam ja równo rok temu. Tuż przed świętami Wielkiej Nocy. Ważyła może z 40 kg . Na przeżycie, na dzień, miała 2 zł. Świat sobie o niej przypomniał gdy z Moniką Zalewską z "Wydarzeń", zrobiłyśmy materiał tv. Trzy i pół minuty w głównym programie informacyjnym Polsatu, pozwoliło jej godnie przeżyć kolejnych kilka m-cy…Ale pamięć ludzka ma to do siebie, że jest bardzo krótka.

Ostatni raz rozmawiałam z nią tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Niestety tylko telefonicznie bo coś mnie zmogło. Po każdym jej słowie, z słuchawki wydobywał się świst. Taki jakby przekłuty balonik, Ty go dmuchasz a on świszczy. Pani Basia od kilku miesięcy ma dziury w płucach. To była krótka rozmowa : "Co Pani potrzeba ?" i "żeby się trzymała ". Było krótko bo nie potrafię stawić czoła tej historii, przerażającej obojętności i tej strasznej biedzie. Po prostu się wstydzę. Kilka chwil po telefonie, sms od Pani Basi, " że tak bardzo dziękuje za pomoc i dobre słowo , i że jest tak bardzo wzruszona i że to niesamowite, że z Moniką pamiętamy ". Podziękowania co najmniej takie jakbym zakleiła magicznym plastrem te świszczące dziury i podarowała wygrany los na loterii. Ja jedynie podaję niewielką torbę ze świątecznym jedzeniem. Czuję się fatalnie z tym, że nic więcej nie mogę zrobić. Obiecuję pomóc. Takie puste słowa. Idą święta, sylwester. Zapominam.
Dwa dni temu, przeglądam notatki w moim telefonie. Czegoś szukam. Znajduję namiary na Panią Basię. Numer telefonu, adres, i dopisek "żyje za 77 zł". Notatka z marca 2011. Cóż za przewrotność losu, kobieta, która dzieli kromkę chleba na 3 części, żeby starczyło na jeden dzień , jest w moim iPhonie, który kosztuje tyle co 650 dni jej życia . Patrzę z wyrzutem na telefon, ale przecież nie o to chodzi. Obiecałam pomóc, zapomniałam. Czy ona jeszcze żyje ? Zanim zadzwonię, przez kilka godzin myślę czy odbierze, a jeśli tak to co ? Czy mam ją zawieźć do szpitala ? Czy zrobić zakupy ? Może wykupić recepty ? A później znowu spokojnie o Pani Basi zapomnieć ?
Dzwonię. Dwa sygnały. Odbiera . Uff, żyje. " Dzień dobry Pani Ewuniu ". Tak jakby czekała. Tak , jakby na jej wyświetlaczu, zamiast mojego numeru, wyświetliła się nadzieja i szansa. Znowu się wstydzę. " Pani Basiu, piszę bloga, kilka osób tu zagląda, może bym opisała Pani historię, może znowu by ktoś pomógł ?" . W tyle głowy myślę, to takie pozytywistyczne myślenie, a może do cholery ktoś to przeczyta i coś się zmieni ?! Może ktoś, ktoś=rząd, czyli znowu nikt, zrozumie, że nie można przeżyć z zasiłku w wysokości 100 zł i nędznej renty ! Pani Basia, ledwo cedząc słowa, i świszcząc jeszcze bardziej niż ostatnio , prosi, żebym przyjechała. Że wszystko mi opowie i może….Jestem umówiona. Do tego momentu nie widziałam Pani Basi od roku. Boję się co zobaczę i boję się kolejnej konfrontacji z biedą. Boję się, że to może być ostatnie spotkanie. Zabieram ze sobą aparat chociaż nie wiem czy odważę się nacisnąć spust migawki..


23.02.2012

Kamienica jak każda w Łodzi. Zapadnięte schody, obdrapane ściany i wspólny korytarz do kilku mieszkań. Dzwonię pod numer mieszkania z telefonicznej notatki. Po kilkudziesięciu sekundach słyszę powolne szuranie nogami. Otwiera Pani Basia. "Świetnie Pani wygląda "- wypalam głupkowato. Wygląda bardzo źle. Wychudzona, zapadnięte oczy, pod oczami sińce na pół drobnej twarzy, plastry przeciwbólowe na szyi, i ten świst przy każdym, najmniejszym ruchu. Zmieniła kolor włosów. Uczennica jednej z zawodówek , farbuje ją i czesze od czasu do czasu. Oczywiście za darmo. "Proszę, proszę Pani Ewuniu , niech Pani wchodzi " . Nigdy nie powiedziała do mnie inaczej , zawsze "Pani Ewuniu ". Wchodzę do malutkiego mieszkanka. Jak zwykle przesadnie czysto, miło, przytulnie jakby na przekór tej okropnej biedzie. Na komodzie rodzinne zdjęcie . Trzy osoby, mężczyzna i kobieta około czterdziestki i nastolatka, pozują na tle pięknych gór. Pewnie jakieś Alpy. "Pani Basiu to rodzina ?" I znowu, w tej samej sekundzie co kończę zaczynam żałować, że zaczęłam. Łzy w oczach kobiety mówią wszystko. "Pani Ewuniu to zbyt trudne dla mnie , nie chce rozmawiać o mojej rodzinie ". Nie rozmawiamy. Na zdjęciu małżeństwo z Warszawy. Co miesiąc przesyłają Pani Basi 100 zł. Bo zobaczyli w telewizji, rok temu i tak pomagają do dziś. Ona, drobna szatynka, On, wysoki blondyn. On, nawet kiedyś przyjechał do Łodzi i zniósł Panią Basię do samochodu a później zawiózł do prywatnego gabinetu lekarskiego. Do dziś nie może się nadziwić jak dobrze ją tam wtedy traktowano. Ten jeden raz.
"Pani Basiu, czy coś się zmieniło w ciągu tego roku ? Czy może jest trochę łatwiej ?" . 54 latka delikatnie się uśmiecha i spuszcza wzrok. Gdy podnosi do ust szklankę z herbatą ręce drżą jej tak bardzo, że ledwie się powstrzymuję by nie pomóc. Zmieniło się. U Pani Basi lekarze wykryli dziury w płucach. Żartuje, że ma płuca jak szwajcarski ser. A tak swoją droga nie pamięta kiedy jadła takie "przysmaki" . Od sierpnia nie wychodzi z domu bo nie ma siły. Po kilku metrach dostaje bezdechu.
Od pół roku czeka na butlę tlenową, która w krytycznej sytuacji ratuje życie. Jeszcze tylko kolejne pół i wymarzony sprzęt stanie w domu. "Przytyłam", chwali się . Waży prawie 50 kg , choć trudno mi w to uwierzyć gdy na nią patrzę. Po cichu cieszę się bo to znaczy, że pewnie się poprawiło. Nieprawda. Przytyła bo zażywa sterydy. "Pani Basiu, pamięta Pani gdy rok temu obliczyłyśmy, że musi Pani przeżyć za 2 zł dziennie ? Jest lepiej ?"
Niestety. Obliczamy miesięczny przychód :
Renta 358 zł .Powinno być 560 ale różnicę zabiera komornik. To przykra pamiątka po mężu.
MOPS daje co miesiąc 100 zł . Na leki i jedzenie.
Tyle samo, co miesiąc przelewa, rodzina z Warszawy . Obcy ludzie, którzy nie mogą pogodzić się z sytuacją łodzianki.
Pytam co jeszcze ? Nic. To wszystko. Miesięcznie 558 zł. To nie wróży dobrze.
Obliczamy wydatki.
Czynsz 275 zł. Gaz 50 zł. Prąd 100 zł. W sumie 425 zł.
Na życie, na miesiąc zostaje 133 zł.
Faktycznie, standard życia Pani Basi się podniósł. Teraz na dzień, na przeżycie, ma 4,43 zł. Znowu się wstydzę. A jeszcze bardziej gdy pomyślę, że codziennie, dla przyjemności, piję kawę za 6 zł. Takie głupie poczucie winy. A jednak. Mówię jej o tym. Pani Basia zaczyna płakać.
Ja: "Jak Pani żyje za 133 zł ?" , w odpowiedzi cisza.
Ja :"Za co Pani kupuje lekarstwa ?" , jeśli ludzie dobrej wolni nie pomogą, nie kupuje .
Ja: "Co Pani wczoraj jadła ?" . Pani Basia : " kromkę chleba z masłem ".
Ja: "Jak to, przez cały dzień ?" Pani Basia : "podzieliłam na trzy części ".
Ja:"Co Pani zje dzisiaj ?" Pani Basia : "ugotowałam 3 ziemniaki "
Jezu Chryste, boję się zadać kolejne pytanie bo boję się usłyszeć kolejnej odpowiedzi. Długa przerwa. Milczymy.
W końcu się przełamuję . Pytam o najszczęśliwszy dzień w minionym roku. Pani Basia wspomina dni po programie, który wyemitowaliśmy w Polsacie. "Wtedy byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Jak te paczki tak schodziły. I ta chemia." Bo proszek i mydło to luksus niewyobrażalny. Do tej pory w lodówce zamrożone pasztety, które rok temu przysłali ludzie dobrej woli. Niestety Pani Basia nie może ich już jeść bo ma wrzody. W szafie ma jeszcze makarony z ubiegłorocznych paczek. Ale nie ma już nic do nich. Ma spory zapas herbaty. Pomaga jej przetrwać zimę.
Przy tej okazji Pani Basia dziękuje wszystkim. "Pani Ewuniu, niech Pani napisze, że ja tym wszystkim ludziom tak bardzo dziękuję". Piszę. Pani Basia żyje dzięki Wam.
Wielokrotnie wspomina Monikę Zalewską z Polsatu. Dziennikarka regularnie do niej dzwoni, pomaga jak może. Dzwonię do Moniki i pytam czy mogę tu o niej napisać , " jeśli to spowoduje, że inni też zaczną zauważać ludzi w potrzebie, to pisz ". I po chwili dodaje : "Ewa, ja się boję , że ona kiedyś nie odbierze telefonu." Rozumiem.

***

Dzwonię do MOPS-u . W sumie nie wiem po co, bo za wszystko co złe w Polsce odpowiada system, nie ludzie. A z systemem trudno dyskutować. Kierownik, jednak tym razem okazuje się człowiekiem. Prosi tylko by nie podawać nazwiska bo od rozmów z nami jest rzecznik. Obiecuję.
Kierownik : "Proszę Pani, Pani Barbara nie jest wyjątkiem"
Ja: "Jak to ? Ile jest takich osób ? dziesiątki, setki ?"
Długa cisza.
Kierownik: " Tysiące "
Ja :" W jednej Łodzi ?!"
Kierownik :" Są w gorszej sytuacji niż Pani Basia. Jesteśmy sfrustrowani bo nie możemy im pomóc . Nasza pomoc jest niewystarczająca. Ustawa jest jaka jest. Od 4 lat nie zmieniają się kryteria i stawki zasiłków. A życie idzie w górę. Ja też to odczuwam"
Pytam o kryteria. Nawet nie mam siły na urzędnika się zdenerwować. Czuję bezsilność. Najwyższy zasiłek to 1200 zł. Socjalni mówią o nim "pożarowy", bo dostają tyle tylko Ci, którzy w pożarze stracili wszystko. Zasiłek stały przysługuje gdy dochód nie przekracza 477 zł. Wtedy MOPS-y wypłacają do 50 % dochodu. Najwięcej może być 238, 50 groszy. Kierownik groszową końcówkę podkreśla wyraźnie. Powyżej 477 zł jedyną szansą są zasiłki docelowe. W przypadku Pani Basi to 100 zł.

***
Kim jest Pani Basia ? Może sama sobie zawiniła ?
Ma 54 lata. Skończyła szkołę krawiecką. W latach 80 tych prowadziła małą szwalnię. Zatrudniała kilka osób. Żyła dobrze. Szyła wszystko co tylko potrafiła uszyć maszyna a później sprzedawała towar na targowiskach. Schodziło od ręki. Po kilku latach pojawiły się problemy ze zdrowiem. Musiała zrezygnować z biznesu. Zawalczyła jeszcze raz w latach 90 tych. Przez ponad rok prowadziła kiosk w pobliskim Zgierzu. Pieniądze były ale nie było zdrowia. Poszła na rentę. Od tamtej pory, z roku na rok jest coraz gorzej. Ale nigdy nie było tak źle jak w ostatnich dwóch latach.
Nie pije. Jeszcze rok temu paliła , bo jak mówiła to jedyna przyjemność jaka jej w życiu została. Papierosy podrzucał znajomy. Tym razem nie ma śladu nawet po zapachu tytoniu. Zapach ostatniej przyjemności zastąpił zapach walki o przetrwanie.
Proszę by powiedziała co potrzebuje. Byśmy zrobiły listę pierwszej potrzeby. Żebym znowu mogła na chwilę zagłuszyć ten paskudny wstyd. Pani Basia ze spuszczoną głową, powoli, wymienia. Głównie leki i trochę żywności. Zadaję najgłupsze pytanie jakie można zadać ." Na czym jej bardziej zależy ? ". Po chwili już wiem, że to trochę tak jakby zapytać "potrzebujesz do życia chleb czy wodę ?"

***

Ja: "Pani Basiu, gdyby złapała Pani złotą rybkę i miała Pani jedno życzenie ?"
Pani Basia: "Poprosiłabym o zdrowie, żebym mogła pracować. Pani Ewuniu, ja nie chce umierać…"

Pani Basiu, ja nie potrafię Pani pomóc…….
Robię zdjęcie. Wychodzę.


Ewa Żarska "Żarufq "

Ps. Szukam odważnych polityków, którzy podejmą wyzwanie przeżycia za 133 zł miesięcznie . Możemy ustalić uczciwe zasady, by mogli aktywnie uczestniczyć w życiu kraju. Przez chwilę myślałam, że może ja podejmę to wyzwanie. Tylko co to da ? To nie ja ustalam kryteria i stawki. To nie ja decyduję ile chleba dziennie może zjeść człowiek. Ja się tylko wstydzę. Wstydzę za taki kraj , w którym za ścianą umierają ludzie z głodu i braku lekarstw.
Ps.1 Zapytałam moją przyjaciółkę ile miesięcznie wydaje na utrzymanie kota? Około 150 zł. To więcej niż Pani Basia dostaje pomocy od Państwa.
Ps. 2 Jeśli ktoś by chciał pomóc proszę o kontakt na maila ewa.zarska@wp.pl
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
OsobowościŁódź
Skomentuj