O autorze
Gdy myślę Łódź, widzę niewyobrażalną biedę i patologię a jednocześnie olbrzymi potencjał. Potencjał ludzki, architektoniczny i gospodarczy. Gdy myślę Piotrkowska, widzę genialną i unikatową secesję, a jednocześnie nie mogę zapomnieć "jamy", którą kiedyś odwiedziłam z kamerą. "Jama" jest zamiast mieszkania w jednej z odrestaurowanych kamienic. "Jamę" zamieszkują autochtoni bardziej przypominający jednak zombi niż europejczyków. Ale tych ostatnich na szczęście w Łodzi nie brakuje. Gdy idę ulicą Ogrodową stąpam po nienaturalnej granicy pomiędzy rozświetloną Manufakturą, z dziennymi obrotami rzędu milionów złotych, a sąsiadującą dzielnica robotniczych slamsów. Taka jest Łódź. Pełna sprzeczności i dysonansów. Piękna, a równocześnie śmierdząca moczem. Można ją kochać lub nienawidzić. Nie da się być obojętnym. Taką Łódź chce Wam pokazać. Mroczną i błyszczącą.

O tym jak pomagacie Pani Basi

Pani Basia. 28.02.2012
Pani Basia. 28.02.2012 e.żarska
"Wysłałem na konto Pani Basi wszystko co miałem w banku , gówniana kwota, raptem 30 zł. I zadzwoniłem do niej ale przerywało nam łączność. Napisała mi ciekawe słowa sms-em. Z czego będę żył jak wszystko to przelałem dla niej? Martwiła się o mnie." Czytam Pani Basi fragment jednego z blisko 200 maili, które dostałam po opisaniu jej dramatycznej sytuacji. Pani Basia z lekkim uśmiechem odpowiada " Tak, tak to Pan Andrzej, dzwonił do mnie w niedzielę. No zmartwiłam się, bo jak on sobie teraz poradzi ?"

Zajrzałam do pani Basi dziś późnym wieczorem. Czekała. W ciągu dnia sms: "Pani Ewuniu, przyjdzie Pani ?". Tak bardzo chciałabym podziękować. Pewnie. Na zewnątrz ciemno, przejmujący wiatr, sypie mokry śnieg ale u Pani Basi jak zwykle przytulnie. Jak zwykle czysto i jakby bardziej radośnie. Coś dobrego zawisło w powietrzu. "Pani Ewuniu, herbatki ?". Poproszę. Jej ciężki, świszczący oddech sprowadza mnie jednak na ziemię. Idę do kuchni i zalewam herbatę. W tym czasie Pani Basia zmęczona, ale jakby szczęśliwsza niż kilka dni temu, zapada się w fotelu.



W kuchni, na blacie leżą owoce, leży chleb tostowy, pudełko z herbatą i trochę spożywki. Jak w każdej normalnej kuchni. Uśmiecham się do siebie -za normalność. Jeszcze w czwartek zalegała tu jedynie pustka.

"Pani Basiu dostałam bardzo dużo maili z deklaracjami pomocy dla Pani" -zaczynam ale nie kończę. Oczy kobiety się szklą i lekko drżącym głosem mi przerywa:

"Nie wiem jak to określić. Nie wiem jak opisać. Płaczę ze szczęście, że tyle osób stało mi się bliskimi osobami. Nie wiedziałam, że wokół jest tylu wspaniałych ludzi, którzy wsparli mnie i wspierają. Nie umiem o tym powiedzieć. To jest nie do określenia. Dostaję od nich sms-y, dzwonią. Jestem taka szczęśliwa."

I nieważne, że jeszcze godzinę temu wymiotowała, że się dusiła. W tej chwili, gdy to mówi, ważni są tylko Ci, którzy jak mówi Pani Basia "okazali jej tyle dobra".

Jedni wysyłają paczki, inni, wysyłają pieniądze a jeszcze inni po prostu o Pani Basi myślą. Sms od Uli i Dominika do Pani Basi: " Pani Basiu modlimy się za Panią ". Pani Basia płacze.

"Był taki młody szczupły Pan, i powiedział, że zebrał wśród znajomych trochę produktów dla mnie. Przyniósł 6 dużych toreb z jedzeniem i chemią. I rozpakował. A na koniec wpisał mi swój numer telefonu, żebym dzwoniła kiedy będę chciała. Obiecał jeszcze przyjść ". Widzę po Pani Basi, że ten "młody Pan" przyniósł oprócz jedzenia również nadzieję. W niedzielę ktoś przysłał zakupy ze sklepu internetowego, w poniedziałek kurierzy przynieśli 6 paczek.

Są jajka, ziemniaki, owoce, nabiał, wędliny, soki, proszki do prania a nawet środek do dezynfekcji. Pani Basia wszystko dokładnie segreguje. Sprawdza co może poczekać, co trzeba jeść już. Wszystko dokładnie przemyślane i rozłożone. Na spontaniczność nie ma miejsca.

"Pani Basiu, a jakaś pomoc finansowa się pojawiła ?". Byliście i jesteście bardzo hojni. Na koncie Pani Basi już jest blisko 6 tysięcy. Tzn. było bo od razu poprosiła sąsiada, żeby wykupił jej leki. Za "szansę na życie" zapłaciła ponad 600 zł. Jutro sąsiad ma wykupić prąd za 200. Pytam czy spłaci komornika. Spuszcza wzrok. Patrzy w stół : "Pani Ewuniu ja muszę żyć. Te pieniądze to moje życie. Ja nie wiem co będzie gdy skończą się dary, przecież kiedyś się skończą. Ja muszę mieć te pieniądze odłożone na lekarzy, na lekarstwa i na jedzenie. To moja jedyna szansa. "

Ps. Gdybym chciała napisać tu słowo "dziękuję" faktycznie tyle razy ile Pani Basia je wypowiedziała, czytalibyście jeszcze ten wpis bardzo długo.
Trwa ładowanie komentarzy...