Oszustwo na Polańskiego.. historia o tym jak łatwo przerobić fikcję w fakty

e.zarska
Gdy, ponad rok temu, nazwisko Polańskiego, wciąż było gorące jak hartowana w piecu stal, nie zdążyło ostygnąć po aresztowaniu w Zurychu, usłyszałam historię równie gorącą, związaną z postacią reżysera. Znajomi dziennikarze mieli zrobić o Polańskim film. Dobrze, że do tej wiadomości podana była ryba a do ryby kieliszek oryginalnej rakiji bo wiadomość była naprawdę mocna. Równie mocna. Trzeba było ją zagryźć i przełknąć. Najmocniejszy jest był finał tej historii. Pół roku później ..

Dziś mogę przyznać, że ryba była nieco przesolona, ale za to z jaką przystawką. Po rybie i rakiji, we wrześniowy późny wieczór, znajoma podała mi prawdziwy deser- taki mega smaczek. Dowiedziałam się, w tajemnicy oczywiście, że została wciągnięta w projekt marzeń. Wraz z przyjacielem mają zrobić dokument o Romanie Polańskim. O tym Polańskim, który w tamtym czasie unikał dziennikarzy jak ospy. A tu proszę, ludzie których znam, będą robili o nim film. I to za jego zgodą. Byłam pod prawdziwym wrażeniem i podekscytowana prawie jak Ci, którzy mieli dokumentować z kamerą życiorys Pana od "Frantic'a". Przyznam szczerze, nie zazdrościłam bo nieładnie ale.. tamtego wieczora już widziałam siebie na premierze ich filmu.



Luty 2012

" Czy mogę opisać Waszą historię z Polańskim ?" Pytam na fb znajomą od ryby.
Natychmiast przychodzi odpowiedź negatywna. Próbuję jeszcze raz: "Możecie być anonimowi, to nie chodzi tak naprawdę o Was tylko o osobę, która nakręciła tę niewiarygodna machinę i o to jak łatwo w tych czasach można stworzyć "fakty" ". Po kilkunastu minutach znajoma oddzwania i prosi, żebym zadzwoniła do D. D. jak dziennikarz. To jej przyjaciel, dobry znajomy, w czasach gdy wszystko się wydarzyło razem pracowali. Oboje –dziennikarze. Dzwonię. D. ma wątpliwości. Przyznaje, że boi się kompromitacji, z drugiej jednak strony natychmiast podkreśla, że przecież to nie oni się skompromitowali, ich oszukano. Takie oszustwo na Polańskiego…W końcu decydujemy: "Ewka, pisz. Zobaczymy." Obiecuję całkowitą anonimowość.

Jesień 2010.


D. poprzez redakcyjnych kolegów poznaje Sebastiana K., człowieka orkiestrę. Nowy znajomy obraca się w świecie celebrytów, zna gwiazdy światowego formatu, działa charytatywnie i organizuje w bibliotekach i hospicjach spotkania ze "znanymi ludźmi ". Mężczyznę rekomenduje kolega zza biurka. Sebastian K. zabiega o spotkanie i o znajomość z D. Namawia dziennikarza by ten opowiedział dzieciakom w bibliotece o swojej pracy i o tym co robi. D. się nie waha :" wiesz, gdy ktoś Cię prosi żebyś poświęcił trochę dobrej energii dzieciakom, nie odmawiasz. Zgodziłem się. Zwłaszcza, że wszyscy go znali. " W końcu nowy znajomy zaprasza D. na facebooku do grona znajomych. Sporo tam znanych nazwisk. W galerii są zdjęcia z popularnymi twarzami. D. jest pod wrażeniem a nowy znajomy coraz bardziej wiarygodny. Spotkanie w bibliotece dochodzi do skutku. Później ma być spotkanie z dziećmi w hospicjum. Ten sam schemat. D. jak dziennikarz ma opowiedzieć chorym maluchom o swojej pracy. Spotykają się na kawie by omówić szczegóły. " Sebastian, podczas tego spotkania, od czasu to czasu wrzuca historię o kimś znanym. Nie budzi moich podejrzeń. Widziałem jego zdjęcia z niektórymi, do tego w sytuacjach, które wyglądały co najmniej na półprywatne ". Dziś już wiemy jak galeria na fb powstawała. Ale o tym później. W którymś momencie spotkania temat schodzi na Polańskiego :" Ewa, nie wiem kto zaczął, który z nas pierwszy wypowiedział to nazwisko. To był bardzo gorący dla Polańskiego okres. Zacząłem mówić coś o tym całym zamieszaniu medialnym wokół jego osoby i o tym jak unika mediów. I wtedy Sebastian od niechcenia, jakby zupełnie naturalnie powiedział, że to nie prawda, bo Roman Polański to bardzo ciepły i kontaktowy człowiek. Zapytałem skąd wie, a on mi na to, że jego dziadkowie przyjaźnią się z Polańskim." Szerokie kontakty Sebastiana K. i rodzinne układy potęgują na D. wrażenie. Pod koniec spotkania wnuczek z koneksjami proponuje, że może poprosić dziadków czy by nie namówili Polańskiego na krótką rozmowę z "zaprzyjaźnionym dziennikarzem ". D. przystaje na pomysł, podchodzi jednak do niego z dystansem. Wie doskonale, że gwiazda światowego kina nie chce prywatnie błyszczeć w mediach. Każdy w miarę zorientowany w świecie człowiek zna tego powody. D. jest nastawiony sceptycznie i nie wróży sukcesu.
Kilka dni później D. odbiera telefon. Wiadomość jest mocno poruszająca. Dziadkowie rozmawiali z Polańskim i nie powiedział nie. Dopiero teraz dziennikarz zaczyna intensywnie o tym myśleć. Zaczyna mieć wizje projektu. Coraz wyraźniej widzi swoją szansę na zaistnienie w świecie dziennikarskim. W lokalnym światku już istnieje. D. nie wytrzymuje i dzieli się informacją z redakcyjną przyjaciółką. Jednocześnie proponuje jej udział w ewentualnym projekcie. Owa przyjaciółka to nie kto inny jak moja dobra znajoma od przesolonej ryby.
Znajoma: "Miałam ogarnąć rzeczy powiedzmy około produkcyjne. Ale razem też pisaliśmy konspekt scenariusza. Z D. wcześniej pracowałam 2 lata i zawsze to jakoś w miarę sensownie działało."

Wrzesień 2010.

Już wiem o projekcie. Kibicuję obojgu z całych sił. Od znajomej zaangażowanej w " projekt Polański " dostaję zdjęcie Tiny Turner. Zrobił je ponoć ojciec Sebastiana K.. Na zdjęciu autograf artystki. Cieszę się bo kilka zmarszczek temu kicałam na jej koncertach i kupowałam na Stadionie Dziesięciolecia jej płyty. Ojciec "wnuka i to przez wielkie W", robi zdjęcia światowym gwiazdom. Podobną fotografią Sebastian K. obdarowuje D., tyle, że jemu ofiarowuje zdjęcie Eltona Johna, dowiem się o tym później.
W domu, w necie wklepuję w wyszukiwarkę nazwisko i imię ojca. Nie ma. Zero wyników. Tłumaczę sobie, po co człowiekowi strona czy cokolwiek innego skoro i tak robi takie rzeczy. Może chce być anonimowy i mieć po prostu spokój.
W tym czasie Sebastian K. i Polański korespondują. Reżyser prosi by ewentualni autorzy projektu przedstawili mu swój pomysł. Na razie mailem. D. i znajoma od ryby przedstawiają. Oczywiście za pośrednictwem nowego przyjaciela.

Październik 2010


Tym razem ja zapraszam znajomą do siebie. Jeszcze nie zdążę podać kawy a już zasypuję ją z kuchni pytaniami. Co z Polańskim ? Co z projektem ?
Jest przełom. Roman Polański chce się spotkać. Pomysł go zainteresował. Wstępny termin wiosna 2011. Paryż. Sebastian K. przekazuje również, że bliski współpracownik reżysera, John Kraszewski, zabukował bilety lotnicze. W gestii autorów pozostaje hotel.
Rewelacja. Wszystko wskazuje na to, że sprawy idą do przodu. "Pośrednik" pokazuje uwiarygadniającego maila od "prawej ręki" reżysera. Jestem pod coraz większym wrażeniem. Nie tylko ja.
" Wiesz, na to spotkanie lecimy już z kamerą. Zgadnij kto będzie robił zdjęcia ?", pyta znajoma. Odgaduję bezbłędnie, bo z bliskich znajomych, ten jest szczególnie utalentowany jeśli chodzi o kunszt operatorski.
Wszystko jasne. Podstawowy team, który ma zrobić ten film jest zebrany.
Teraz czas na szukanie producentów i pieniędzy. Z tym jednak, biorąc pod uwagę nazwisko bohatera projektu , nie powinno być problemów.
Bardzo cicho, z tyłu głowy zastanawiam się czy by nie namówić na współfinansowanie projektu moją przyjaciółkę, której wcześniej o tym wypaplałam. Naprawdę, tylko jej. Gdy jednak dowiaduję się jakiego rzędu są to koszty odpuszczam zanim zaczynam. Zresztą autorzy filmu już mają zainteresowanych.

Listopad 2010

D. o swoim projekcie mówi kilku zaprzyjaźnionym osobom. Ktoś pyta czy mógłby pomóc w ściągnięciu Polańskiego na galę jednego z miesięczników z branży filmowej. Polański miałby przy okazji odebrać nagrodę. " Odpowiadam, że nie mam osobistego kontaktu z Romanem Polańskim ale mogę poprosić osobę która pośredniczy między nami by spytała reżysera czy odbierze nagrodę. Sebastian K. wysyła do Polańskiego maila z zapytaniem ".
Jest potwierdzenie przylotu.
W dzień gali dzwonię do znajomej bo w tym dniu mają robić pierwsze zdjęcia, które znajdą się w przyszłym dokumencie. Chcą sfilmować moment gdy samolot Polańskiego ląduje, gdy stawia kroki na ojczystej ziemi i gdy odbiera prestiżową nagrodę. Przede wszystkim jednak mają wreszcie porozmawiać osobiście. Wielki dzień. "Czekamy. Dopiero za godzinę ma wylądować." Myślę sobie, że to dopiero początek ich wielkiej przygody. I w jakimś sensie się nie mylę..
Roman Polański tego dnia nie przylatuje ani planowym lotem ani żadnym innym. Mężczyzna z francuskim akcentem dzwoni do D. Nieskładnie klejąc zdania po polsku, przeprasza, że reżyser nie przyleciał ale się rozchorował.
W głosie znajomej w miejsce entuzjazmu pojawia się, po raz pierwszy w tej historii, sceptycyzm.
D. ponoć jest załamany. Nie dość, że organizatorzy gali kręcą nosami to oni dla odmiany nie nakręcą pierwszych klatek filmu. Do tego muszą zapłacić za sprzęt, który na ten dzień wynajęli.
Polański ma 76 lat, mógł zachorować. To prawdopodobne.

Grudzień 2010

Sebastian K. wciąż prowadzi ożywioną korespondencję z Polańskim i jego asystentem. Być może projekt filmu sfinansuje sam Polański.
D. coraz uważniej sprawdza fakty. Na tyle ile można je sprawdzić w przypadku kogoś formatu Romana Polańskiego.
Co innego lokalny, polski artysta czy celebryta. Zawsze przez kogoś można do takiej osoby dotrzeć, zawsze można załatwić nr telefonu itd.. Na gruncie lokalnym problemu nie ma.
Ale w przypadku Polańskiego, odciętego od świata, głęboko schowanego, to jakby chcieć zadzwonić do Brada Pitta.


Styczeń 2011

Polański odwołuje wiosenne spotkanie w Paryżu. Sprawy zawodowe. Równie prawdopodobne jak choroba.
Team odwołuje rezerwację hotelu, jednak wciąż prowadzą zaawansowane rozmowy na temat wynajęcia sprzętu.
***
W tym czasie zaczynam sprawdzać kim jest Sebastian K. Tak z czystej, dziennikarskiej ciekawości. Przeglądam jego konto na fb .Wszystko się zgadza. Pełna galeria zdjęć ze znanymi i lubianymi. Pytam google. Dziś pamiętam, że wyskoczyła mi jedynie jakaś informacja, że organizuje spotkania z aktorami i dziennikarzami w bibliotece dziecięcej. Daję spokój.

Ale ustawiony towarzysko znajomy nie daje spokoju D., który coraz więcej w ten projekt inwestuje. I czasu i pieniędzy a przede wszystkim własne nazwisko. Powoli wszyscy zaczynają czuć, że coś tu śmierdzi.

Luty 2011
Znajoma, tym razem przy zamówionej pizzy (wolimy nie ryzykować przy naszych kulinarnych talentach) opowiada, że wszystko było mistyfikacją. Jednym wielkim oszustwem. Ofiar Sebastiana K. ponoć jest więcej. Dziadkowie nie znają Polańskiego, no może jedynie ze srebrnego ekranu. On sam również nie zna reżysera osobiście. Nigdy się z nim nie kontaktował ani z jego asystentem.
John Kraszewski może i istnieje ale na pewno nie w bliskim towarzystwie Polańskiego.
Polański nie ma asystenta. Ma asystentkę. Ale o tym na końcu.
Na potrzeby oszustwa Sebastian K. założył fałszywe adresy mailowe, rzekomo należące do asystenta i samego reżysera.
Stworzył list potwierdzający rezerwację lotu.
Sfabrykował kilkanaście maili.
Podstawił osoby, które wydzwaniały do D. Min. człowiek z francuskim akcentem.
Ojciec mitomana, fotografem gwiazd również nie jest. Zdjęcia z autografami dostaje z fanklubów.
Skąd tyle zdjęć z celebrytami na fb ? Sebastian K. podczas spotkań w bibliotece z każdym robi sobie zdjęcie. Bardzo pilnuje by aranżować je tak by wyglądały na prywatne sytuacje.
D.:" nawet gdy się spotkaliśmy kiedyś na kawie zapytał czy możemy sobie fotkę zrobić ? Zrobiliśmy na pamiątkę. Na zdjęciu wyglądamy na zaprzyjaźnionych a tak naprawdę znaliśmy się bardzo słabo. Ale Ewka, odmówiłabyś gdyby ktoś zapytał czy możecie sobie zrobić zdjęcie ?" Hmmm..Teraz to już sama nie wiem.


Rok później
Luty 2012


Wracam z Włocławka. Ponad 2 godziny w samochodzie. Rozmawiamy z kolegą na ileś tematów. W pewnej chwili kolega pyta : " A wiesz, że X. ma robić zdjęcia do filmu o Polańskim ?" X. to operator z Teamu. I wtedy przypomina mi się cała historia.
Intryguje mnie, że nigdy nikt nie poznał motywu. Intryguje również jak łatwo w XXI wieku stworzyć fakty. Jak łatwo stworzyć siebie na nowo i w tym nowym, fałszywym opakowaniu, sprzedać się innym. Jak łatwo kupujemy takie informacje. Intryguje mnie w końcu kim jest Sebastian K.
Wklepuję jeszcze raz, po roku, na facebooku imię i nazwisko oszusta. Tym razem pudło. Dostępny, rok temu, dla wszystkich profil, dziś pozabezpieczany jest na wszelkie możliwe sposoby. Sebastiana K. nie można zaprosić do grona znajomych ani wysłać do niego wiadomości.
Tradycyjnie proszę o pomoc zaprzyjaźnione google. Coś jest ale niewiele. Odnośniki do strony facebookowej promującej dobre postępki. Nie mogę podać nazwy bo Sebastian K. jest tam niemal jedynym "lajkującym". Lubi niemal wszystko na tej stronie.
Szukam dalej. Pojawia się przy nazwisku znanego w Polsce Hiszpana. Zdjęcia celebryty są właśnie autorstwa Sebastiana K. Piszę do Hiszpana maila z prośbą by mi odpisał na ile wiarygodny w jego oczach jest Sebastian K. I czy nie proponował mu przypadkiem udziału w wielkich projektach. Wciąż czekam na odpowiedź.
Pytam o to nie bez powodu. Gdzieś tam się dowiaduję, że jedną z ofiar oszusta jest bardzo znany prezenter TV. Sebastian K. miał mu również zaproponować "wywiad życia". Do niego również wysyłam maila z zapytaniem czy potwierdza i czy w ogóle zna Sebastiana K. ? Raczej zna bo również był na spotkaniu w bibliotece. Dostaję odpowiedź: "Witam Panią, to bardzo stary temat, nie chcę o tym mówić, proszę wybaczyć." Na końcu maila jeszcze są ukłony.
Podobnego maila wysyłam do redakcji tygodnika filmowego z prośbą o odpowiedź jak Sebastian K. uwiarygodnił w ich oczach znajomość z Polańskim ? Póki co odpowiedzi nie ma.
Szukam dalej. Znajduję ślad, że udziela się na fanpage'u Elthona Johna.
Na stronie internetowej jednej z podstawówek pojawia się jego nazwisko przy okazji kolejnego spotkania.

Marzec 2012

W końcu znajduję adres mailowy do Sebastiana K. Wysyłam maila z pytaniem czy cała ta historia jest prawdziwa, jeśli tak to dlaczego ją stworzył ?
Dostaję odpowiedź: "[…]obecny mój stan psychiczny nie pozwala mi racjonalnie odnieść się do tego wszystkiego....w poniedziałek wracam do szpitala, ponieważ wymagam stałego specjalistycznego leczenia. Na ten weekend udało mi się otrzymać od lekarza przepustkę.[...]Na chwilę obecną mogę stanowczo napisać, że nie znam Romana Polańskiego!"
Jakiś czas temu Sebastian K. opowiadał o chorobie nowotworowej.
Może dlatego żadna ze spraw nie zakończyła się w sądzie.
A może dlatego, że "wkręceni " dziennikarze boją się kompromitacji, że to właśnie oni, Ci, którzy powinni być szczególnie uwrażliwieni na sprawdzanie jednak nie sprawdzili…
Sebastian K. prosi o kontakt osobisty w połowie kwietnia gdy opuści szpital.

Finał bez puenty

Cztery dni zajmuje mi ustalenie rzeczywistej asystentki Polańskiego. Aż cztery bo chcę mieć pewność. Gdy już ją mam, dzwonię. Opowiadam jej historię "oszustwa na Polańskiego" . Zna ją. I to z kilu źródeł. Ponoć "poszkodowanych" jest więcej. Pytam czy mówiła o tym Polańskiemu ? Podobno rozbawiła go niefrasobliwość dziennikarzy, szczególnie Dziennikarzy, którzy uwierzyli, że On , Roman Polański odpisuje osobiście na ich maile. Na maile osób, których nie zna. Osób widmo. Asystentka kończy :"przecież On nie udziela żadnych wywiadów. A poza tym to trochę tak jakby ktoś zaproponował Pani wywiad z Tomem Cruisem, i Cruise by do Pani wysyłał maile w tej sprawie. Uwierzyłaby Pani ?"
Nie.
Ewa Żarska "Żarufq"
Trwa ładowanie komentarzy...