Niedziela w Chałupkach

Wróciłam z Chałupek. I taki mam w głowie wstrząsający obrazek. Nie zmiażdżone wagony, nawet nie zaszklone oczy pasażera, który cudem przeżył ale tłumy ludzi zadeptujących pole obok torów.

Najpierw widziałam ich w nocy gdy ciągnęli na miejsce katastrofy. Tak pewnie wyglądają wiejskie drogi po wigilii gdy mieszkańcy wiosek ciągną na pasterkę. Sznur samochodów z lokalnymi rejestracjami. I tłum spacerujący poboczem. To było w nocy. I nieważne, że było grubo po 1:00.
W dzień było jakby lepiej wszystko widać. Słoneczne niedziela w Chałupkach.
Z jednej strony pola, utworzony przez jednych gapiów, na potrzeby drugich i własne, tymczasowy parking. Grubo ponad setka samochodów. Bliskie rejestracje.
Z parkingu w kierunku zmiażdżonych wagonów sunące pielgrzymki, spacerujących ludzi, którzy przyjechali na "miejsce tragedii", bo widzieli w telewizji.
Panie w płaszczykach, Panowie z uczesaną grzywką i wypolerowanymi lakierkami. Małe dzieci, starsze dzieci, młodzież dorastająca i prawie dorosła, dziadkowie i babcie. Całe rodziny. Dziewczyna z chłopakiem za rękę na niedzielnym spacerze.
Wszyscy suną powoli, w niedzielnym słońcu w jednym kierunku.
Po drodze atrakcji co niemiara. Wozy satelitarne wszystkich telewizji, wozy satelitarne stacji radiowych, dziennikarze mniej i bardziej znani. Obowiązkowy punkt zdjęć. Zdjęcia z kamerą w tle z obowiązkowym uśmiechem.
Później ekipy zabezpieczające. Wozy Straży Pożarnej, policji. Tu też można " zrobić fotkę".
I wreszcie upragniony cel pokościelnego spaceru- zmiażdżony pociąg. Telefony komórkowe mieszkańców się grzeją. Nie tylko za sprawą ostrego słońca. Robią zdjęcie za zdjęciem.
Nie spieszą się. Jeden przegryza chipsy, inny pije oranżadę. Stoją i patrzą. Niedziela się kręci.
Trwa ładowanie komentarzy...