Z mocno przymrużonym okiem o słowie PONOĆ w wiosennej dietce ;-)

Nie chcę przepierzonego pasztetu, nie chcę frytek z nieograniczoną datą przydatności do spożycia, nie chcę pomidorów zabarwianych denaturatem ale chce mi się jeść !!!

Zaczynam dietę. Tradycyjnie od jutra. I jak za każdym razem, i tym razem na
poważnie. Dziś to nawet chciałam już zacząć od rana, ale znowu jakoś okazji
nie było.
Wracam do domu - jeszcze jakieś 120 km - w lodówce zamiast kulinarnych
szaleństw sporo światła i przestrzeni. Taki lodówkowy design.
Znajomy proponuje "wrzucić coś na ruszt" po drodze. Najlepiej bez
zatrzymywania ;-) Jak bez zatrzymywania i na szybko, to w tym składzie tylko
McDonald.
Przypomina mi się, że mam dietę.To cud, o mały włos i On by zapomniał o
swojej . I tu zaczynamy dialog, który zniszczył mój misterny dietetyczny plan.


Ja: Nie będę jeść w "maku" bo tam mają takie frytki co żyją własnym życiem
miesiącami. Widziałam film. Facet wrzuca frytki do szklanego pojemnika i po
2 miesiącach są identyczne jak te co mają dwie minuty. Wyobrażasz sobie ?
Zero pleśni. Nic . Idealnie skrojone na miarę konsumenta frytki XXI wieku.
Ciekawe, co do nich dodają
?

Ale, że z głodem trudno wygrać, proponuję KFC

On: W KFC kurczaki są tak kaloryczne, że aż strach. Ponoć mają tyle samo
kalorii co schabowy.


Sprawdzam już w domu, bo jako blondynce trudno mi uwierzyć, żeby takie
malutkie kilka skrzydełek miało mi wejść w biodra tak samo jak schab. I co
? Kurcze blade, faktycznie to opalone, z KFC jest prawie jak kotlet! Ma 317
kcal.
Powoli mój żołądek zaczyna z głodu trawić kręgosłup, więc rzucam kolejną
kulinarną propozycję.

Ja: Hot dog na stacji ?

I od razu neguję własną propozycję. Przecież dzisiejsza Wyborcza pisała, że
w "sieciowych" parówkach mięsa jest zaledwie 60%. Strach pomyśleć co się
składa na 40% . Brrrrr

On: Mała, napij się wody mineralnej, to Ci zabije głód.
Ja: A wiesz, że ponoć niektórzy leją tam zwykła kranówkę?
On: A wiesz, co ja słyszałem o kranówce ?

Nie ! Nie! Nie ! Nie chcę już wiedzieć. Ale i tak , pół kilometra dalej ,
już wiem . A feeeee

Ja: Kupiłam truskawki bezsmakowe.
On: Ponoć do pomidorów dodają denaturat dla koloru.
Ja: A widziałeś zmutowaną marchew ?
On: A lubisz takie małe pasztety w foremkach ?
Ja: Uwielbiam.
Nawet jeden mam w lodówce.
On : A wiesz co to jest przepierzenie kur?

A niby skąd mam wiedzieć?

On: Przepierzenie to wprowadzenie stada w
kolejny okres nieśności. Co by kurki znowu znosiły jajka. Najpierw podobno
się kury głodzi, przez jakieś dwa tygodnie. A później odpowiednio stymuluje
osobniki, które przeżyją. I one wtedy znowu niosą.

Ja: No i ?
On : A martwe idą na paszteciki.

Ratunkuuuuuuu !
Mam szczerą nadzieję, że to tylko plotka, bo nigdy u niego kury nie
widziałam, ale i tak pasztecików długo nie tknę.

Wchodzę do domu. Mam do wyboru parówki bez mięsa, jajka zestresowanych
kur, pomidory z denaturatem i kilka produktów zapewne z dodatkiem drogowej
soli.

Wybieram czekoladę.
I po diecie.

Ewa Żarska "Żarufq"

Ps. Wchodzi przyjaciółka. Co tak śmierdzi ?
Ja: Chciałam zjeść parówki smażone ale odpuściłam bo ..(patrz wyżej ) . Ona: A wiesz, że ponoć w Stanach kremacja jest tak popularna dlatego, że ciała są nafaszerowane chemią i zbyt długo się rozkładają ?
Trwa ładowanie komentarzy...